Metr pięćdziesiąt osiem. Nie jest to wiele, ale wcale nie określiłabym się, jako niską osobę. To jednak nie ma znaczenia, bo tak określa mnie większość. A może nie większość? Może tylko producenci ubrań? Ten metr pięćdziesiąt osiem jest jednym z powodów, dla których nienawidzę zakupów. Jest też jednym z powodów, dla których ostatnio przerzuciłam się niemal całkowicie na noszenie sukienek.
Pisałam już na moim Instagramie, że ostatnio moje zainteresowania koncentrują się wokół tematu rewolucji, a konkretnie czasów, kiedy miały miejsce rewolucja amerykańska i francuska. Nie jest to oczywiście przypadek, tylko konsekwencja mojego zainteresowania musicalem Hamilton, a wcześniej Nędznikami. Połączenie tego zainteresowania z moją sympatią do książek Charlesa Dickensa, zaowocowało ostatnio lekturą Opowieści o dwóch miastach.
Lubię książki o intrygujących tytułach, a taką z pewnością są Zwierzenia jeżozwierza Alaina Mabanckou. Wybrałam je też, dlatego że nie czytałam wcześniej tego kongijskiego autora (zresztą chyba nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki z tego kraju), więc ta lektura doskonale pasowała do mojego projektu Czytanie świata. Nie wiedziałam więc o tym autorze nic, ponad to co napisano na skrzydełku okładki. Zdanie jeden z najwybitniejszych pisarzy afrykańskich dobrze wróżyło, ale też podniosło moje oczekiwania.
Grammar nazi w czasach internetu stali się przysłowiowi. Wyskakują co rusz ze swoimi uwagami dotyczącymi nie tylko samych błędów (wbrew nazwie nie tylko gramatycznych, ale przede wszystkim ortograficznych i interpunkcyjnych) przy każdej możliwej okazji. Wydawałoby się, że cel mają szczytny: szerzenie szeroko pojmowanej poprawności językowej. Niestety przy okazji zapominają o kulturze. Typowe zjawisko w internecie. No właśnie… czy grammar nazi pojawili się dopiero wraz z internetem, a wcześniej nikt nikogo publicznie nie obsztorcowywał za błędy?
Praca w bibliotece łączy się z różnymi wyzwaniami. Trzeba znać tytuł tej złotej książki, albo tej niebieskiej, albo tej czytanej przez mamę czytelniczki pięćdziesiąt lat temu, chyba o harcerzach. Są też wyzwania, które doskonale poprawiają nam humor i zapewniają codzienną dawkę umysłowej gimnastyki. Dlatego dzisiaj będzie o tym jak kreatywnie czytelnicy przekręcają tytuły książek.
Najgorszy człowiek na świecie Małgorzaty Halber to książka, o której trudno mi się pisze. Przeczytałam ją kilka miesięcy temu i od razu zabrałam się za pisanie posta, ale to pisałam było albo zbyt osobiste, albo zbyt niedoskonałe. Kto by się spodziewał, że takie wrażenie zrobi na mnie książka o wychodzeniu z nałogów? Wydawałoby się, że jeżeli mnie, ani moich bliskich ten problem nie dotyczy, to książka będzie opowiadała o zupełnie obcych dla mnie sprawach.