Najgorszy człowiek na świecie Małgorzaty Halber to książka, o której trudno mi się pisze. Przeczytałam ją kilka miesięcy temu i od razu zabrałam się za pisanie posta, ale to pisałam było albo zbyt osobiste, albo zbyt niedoskonałe. Kto by się spodziewał, że takie wrażenie zrobi na mnie książka o wychodzeniu z nałogów? Wydawałoby się, że jeżeli mnie, ani moich bliskich ten problem nie dotyczy, to książka będzie opowiadała o zupełnie obcych dla mnie sprawach.
Mam okropne zaległości w kulturze, jak zresztą wszyscy którzy kulturą są zainteresowani. Jedną z moich zaległości jest Douglas Adams. Nie czytałam żadnej jego książki, do niedawna nawet nie widziałam żadnej ekranizacji, chociaż coraz bardziej przekonuję się, że twórczość tego pana to coś, co powinno mi się spodobać, więc na mojej liście rzeczy do nadrobienia przeskakuje coraz wyżej i wyżej. Pewnie się dowiecie, kiedy dotrze w końcu na szczyt. Na razie jest na dobrej drodze, bo wypożyczyłam już jego książkę.
Zainspirował mnie do tego serial amerykańskiego BBC, który w grudniu pojawił się na Netfliksie, czyli Holistyczna Agencja Detektywistyczna Dirka Gently’ego. Jak twierdzą twórcy nie jest to ekranizacja żadnej z powieści o Dirku Gentlym, a ich impresja na temat bohatera. Przenoszą go do Ameryki, a z tego co słyszymy w serialu, akcja dzieje się po wydarzeniach z książek.
Selmę Lagerlof kojarzyłam dotąd jako pierwszą kobietę nagrodzoną literacką Nagrodą Nobla i autorkę Cudownej podróży. Zakodowało mi się (niesłusznie), że tworzyła głównie dla dzieci. Tętniące serce jest pierwszą jej książką, po jaką sięgnęłam i chociaż wiedziałam, że nie jest skierowana do dzieci, szybko uznałam ją za baśń dla dorosłych. Bo co innego miałam pomyśleć, kiedy zaraz na początku główny bohater poprosił słońce o nadanie imienia swojej córce? Zresztą, dalsze wydarzenia tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu, aż w połowie książki zdałam sobie sprawę, że to zupełnie nie tak.
Jakiś czas temu na TED trafiłam na wystąpienie Ann Morgan, która w ciągu roku przeczytała po jednej książce z każdego kraju świata. Muszę przyznać, że zaimponowała mi i zainspirowała do podobnej podróży. W innym wystąpieniu Chimnada Ngozi Adichie mówi o niebezpieczeństwie pojedynczej historii, a ja widzę, że moje widzenie świata jest bardzo ograniczone i na temat niektórych krajów nie mam nawet uprzedzeń, bo tak skutecznie zapomniałam, że istnieją.
Zawsze uważałam te wszystkie artykuły na temat tego, że introwertycy są normalnymi osobami i potrzeba samotności nie jest zaburzeniem psychicznym za śmieszne i niepotrzebne. No bo przecież wszyscy o tym wiedzą i to jest takie oczywiste. Tymczasem niedawno przekonałam się, że wręcz przeciwnie i od osoby, która ma na ten temat sporą wiedzę teoretyczną, ale jest ekstrawertykiem, więc z praktyką trochę u niej gorzej, usłyszałam wykład na temat tego, jak człowiek potrzebuje do szczęścia innych ludzi, a co z tego wynika normalna osoba nie może potrzebować samotności, tylko towarzystwa.